czwartek, 22 października 2015

Rozdział 1.

''Dałam się przyłapać" cały czas powtarzała sobie te słowa w głowie. Nie mogła pogodzić się z tym że ją zobaczył. Miał się nie dowiedzieć, a teraz? Może mieć nadzieje że wszystko pomiędzy nimi będzie jak dawniej. Ale to nieprawda. Ona już nie jest tą samą osobą co dawniej. Przez jedną rzecz musiała się zmienić. Musiała stać się potworem, który zabija. Przecież nigdy tego nie chciała, ale jakie miała wyjście? Chciała chronić swoją rodzinę. Nic nie mogła zrobić. Nie miała żadnego wyjścia. Była w pułapce. Małej ciasnej klatce, która z każdym dniem stawała się coraz mniejsza, a ona razem z nią stawała sie bardziej niebezpieczna.
Ciemnowłosa brunetka o ciemnych jak czekolada oczach, w których nie było ani małej iskierki szczęścia od bardzo dawna, wyszła z białego peugota. Rozglądając się na wszystkie strony sprawdziła czy w pobliży nie ma kogoś kogo znała z dawnych czasów, z tych czasów kiedy w jej sercu tkwiła radość. Założyła na nos czarne okulary. Jej długie włosy zakrywały jej prawie cała twarz. Nie mogła pozwolić na to żeby ktoś ją zobaczył. Była w swoim rodzinnym mieście, a tu dla niej nie było bezpiecznie. Nie mogła się ujawnić. Za bardzo sie bała że kiedy tak się stanie, że kiedy jej rodzina, znajomi, przyjaciele dowiedzą sie o tym że tak naprawdę przez te 2 lata ona wciąż żyła, ale starała się zapewnić bezpieczeństwo im wszystkim.
Weszła do niezadbanej, niemającej już zapewne od dawna właściciela, fabryki. Miała się tam spotkać ze swoim szefem. O ile mogła go tak nazywać. Była zmuszona pracować dla niego i to w taki sposób, w jaki nikt nigdy by nie chciał, a przynajmniej ona.
Stukot jej dość wysokich obcasów był jedynym dźwiękiem, w tym ciemnym budynku.
- Witaj Selena!- wysoki, dobrze zbudowany i umięśniony mężczyzna ruszył w stronę dziewczyny.- Mam dla ciebie złą i dobrą wiadomość.
- No gadaj.- odparła zachrypniętym głosem. Od wczoraj nie zmrużył oka. Nie mogła spać.
- Zacznę od tej złej. Znaczy w sumie to chyba dobrej jak dla ciebie. Masz za zadanie pobyć się tego chłopaka.- mówiąc to podał zdjęcie mężczyzny. Kiedy brunetka zobaczyła twarz swojego nowego celu, jej oczy rozbłysnęły.
- O nie...- szepnęła sama do siebie tak niesłyszalnie, że jej szef tego nie usłyszał.
- A dobra to ta, że to twój ostatni cel.
- Jak to ostatni?
- Tak to. Wykonałaś już swoje zadania. Nie będę cię przetrzymywał skoro nie chcesz tego. Będziesz miała wybór. Albo zostajesz i pracujesz dla mnie dalej, albo wracasz do swojego starego życia. Musisz sama wybrać.
To był głupi wybór, oczywiście, że każdy człowiek chciałby wrócić do swojego normalnego życia i zapomnieć o wszystkim co się wydarzyło przez te 2 lata. Ale chłopak, którego miała sie pozbyć...to był On. Jej miłość. Jej ukochany. Ten co nadal na nią czekał, a teraz wiedział, że ona nadal żyje, jest. Selena tak bardzo chciała do niego wrócić, znów poczuć jego ciepłe ramiona na swojej skórze. Nie mogła tego zrobić. Nigdy nie dałaby rady, prędzej jej serce pękło by i rozprysnęło się na kilkaset malutkich kawałeczków.
- Dlaczego on?- zapytała po raz pierwszy. Nigdy nie mówiła nic na temat ludzi, których miała się pozbyć. Wykonywała polecenia bez najmniejszego sprzeciwu bo wiedziała że tylko tak może pomóc swoim bliskim.
- A czemu o to pytasz?- zastanawiała się chwilę czy powiedzieć szefowi prawdę, ale bała się.
- Znałam go. Był dla mnie kimś bliskim, a ty mówiłeś, że jak nasza umowa dobiegnie końca moi bliscy nie ucierpią.
- Hmm...powiem tak. Ten koleś jest mi coś winien.
- A jeżeli by ci to oddał i nigdy więcej nie odezwał się, nie przyznałby się że cię zna.
- A co to zmienia?
Chciało jej się płakać. Była twarda jak głaz. Przez ostatnie dwa lata nie czuła bólu, może na początku, ale później TO wszystko stało się jej nowym życiem.
- Nie możesz...
- Nie mów mi co mogę, a czego nie! Jeżeli to czego chce od tego chłopaka, dostanie się w moje ręce, a on przyrzeknie, że będzie trzymał gębę na kłódkę, wtedy będzie mógł dalej żyć.- mężczyzna wstał i uśmiechną się do brunetki.- Do zobaczenia Selena.- pożegnał się z nią i zniknął za ciemną ścianą.

Jej serce w tym momencie pękało. Musiała go teraz odszukać. Odszukać i wszystko mu wytłumaczyć, ale nie wiedziała jak. Znalezienie go było drobiazgiem, ale wytłumaczenie mu tego, że nie dawała znaku życia przez 2 lata. Niemożliwe.

Stał przy swoim nowym domu. Wyprowadził się od rodziców, stał się od tej pory samodzielny. Miał 24 lata. Stał tam rozmawiając z kimś. Z dziewczyną. Do tego ładną dziewczyną. Brunetce zrobiło się słabo na sam widok jego z inną. Była zazdrosna. Była wściekła. Na niego i na nią. Przez jej głowę przemknęła się myśl. "Muszę ją zlikwidować". Kiedyś była miła, nigdy nie skrzywdziła by nikogo, a teraz stała się okropna i było jej z tym dobrze. Nie chciała już dalej pracować dla Roberta (jej szef), ale teraz jej serce było skamieniałe. Przyglądała im się tak kilkanaście minut. Po jakimś czasie brunet pożegnał się z dziewczyną, przytulając ją. Ta wsiadła do taksówki i odjechała, a on wszedł do domu i zniknął za ciemnymi drzwiami.
"Jeszcze się spotkamy, nauczę cię trzymania się z daleka on Niego, suko" szepnęła.

Bez trudu dostała się do jego mieszkania. Rozsiadła się na jego kanapie. Włączyła telewizor i przeleciała po kilku programach. Usłyszała jego kroki, wstała i zniknęła w ciemnej kuchni dalej się przemieszczając. Cały czas podążała za nim wzrokiem. Rozebrał się i wszedł pod prysznic w łazience. Nawet wtedy lustrowała go wzrokiem. Jego umięśnione ręce, nogi, brzuch...Sprawiał że go pragnęła.  Nie mogła go zabić.
Usiadła w jego sypialni na łóżku, postanowiła, że tutaj na niego zaczeka. Zdjęła swoją kurtkę. Pozostała w czarnych leginsach, prześwitującej czarnej koszuli na ramiączkach i szpilkach.
Wszedł. Miał owinięty wokół pasa ręcznik. Kropelki wody spływały po jego ciele. Jego mokre włosy wyglądały tak seksownie. Na sam jego widok przygryzła dolną wargę.
- Selena...- brakowało jej jego głosu. Uśmiechnęła się zadziornie i przerzuciła włosy na bok.
Wstała i zbliżyła się do niego.
Odepchnął ją tak, że wylądowała na łóżku.

************************************************
Jest pierwszy rozdział :) miłego czytania ;*

sobota, 26 września 2015

Prolog.

Spacerował ciemnymi ulicami Londynu, myśląc o niej. O ciemnowłosej dziewczynie, którą tak naprawdę nadal kochał i nigdy o niej nie zapomniał choć minęły już te pieprzone 2 lata. Myślał o niej co noc, co dzień. Łudząc się że ona żyje i że kiedyś wszystko znów będzie takie jak dawniej, idealne, że będzie miał ją przy swoim boku i nigdy więcej nie pozwoli jej odejść. Lecz tylko łudził się. Ona już nie żyła i nigdy nie powróci do niego ale nie chciał przyjąć tego do swojej wiadomości.
 Patrzył w rozgwieżdżone niebo takie jakie było tej samej nocy kiedy po raz pierwszy powiedział jej że ją kocha. W odległości ok. co 10 metrów stały latarnie, które rozświetlały ulicę Londynu. Było to jakieś odludzie gdzie chodzili tylko  handlarze narkotyków albo inni ludzie którzy mieli jakiś interes o którym nie chcieli żeby ktoś nieproszony się dowiedział.
 Usłyszał jakieś krzyki, należące do mężczyzny. Nie powinien tu być a co dopiero iść za głosem nieznanej mu osoby. Wyjrzał dość ostrożnie za ścianę muru. To co ujrzał go osłupiało. Ciemna brunetka trzymała pistolet wycelowany w twarz dojrzałego mężczyzny. Wydawało się mu w pierwszej chwili, że to ona. Że to jego miłość, ale szybko odgonił tą myśl ze swojej głowy. To było absurdalne tak myśleć. Ona umarła, taką dostał wiadomość od jej rodziców, a jeżeli nawet jego łudzenia by okazały się prawdziwe i ona żyłaby nie zrobiła by czegoś takiego. Nie chciałaby zabić człowieka.
Ciemna postać odwróciła się w jego stronę, wtedy tego co zobaczył nigdy by się tego nie spodziewał. To była ona. Ale zupełnie inna. Zmierzyła go wzorkiem i odwróciła się strzelając do mężczyzny. Głośny wystrzał i ostatni krzyk faceta można było usłyszeć zapewne w promieniu 500m. Jego wzrok spoczął na krwi, która lała się robiąc wielką czerwoną plamę na chodniku. Dziewczyna zniknęła zanim się nawet zorientował. Podbiegł do poszkodowanego, chciał mu pomóc ale było już za późno...