Spacerował ciemnymi ulicami Londynu, myśląc o niej. O ciemnowłosej dziewczynie, którą tak naprawdę nadal kochał i nigdy o niej nie zapomniał choć minęły już te pieprzone 2 lata. Myślał o niej co noc, co dzień. Łudząc się że ona żyje i że kiedyś wszystko znów będzie takie jak dawniej, idealne, że będzie miał ją przy swoim boku i nigdy więcej nie pozwoli jej odejść. Lecz tylko łudził się. Ona już nie żyła i nigdy nie powróci do niego ale nie chciał przyjąć tego do swojej wiadomości.
Patrzył w rozgwieżdżone niebo takie jakie było tej samej nocy kiedy po raz pierwszy powiedział jej że ją kocha. W odległości ok. co 10 metrów stały latarnie, które rozświetlały ulicę Londynu. Było to jakieś odludzie gdzie chodzili tylko handlarze narkotyków albo inni ludzie którzy mieli jakiś interes o którym nie chcieli żeby ktoś nieproszony się dowiedział.
Usłyszał jakieś krzyki, należące do mężczyzny. Nie powinien tu być a co dopiero iść za głosem nieznanej mu osoby. Wyjrzał dość ostrożnie za ścianę muru. To co ujrzał go osłupiało. Ciemna brunetka trzymała pistolet wycelowany w twarz dojrzałego mężczyzny. Wydawało się mu w pierwszej chwili, że to ona. Że to jego miłość, ale szybko odgonił tą myśl ze swojej głowy. To było absurdalne tak myśleć. Ona umarła, taką dostał wiadomość od jej rodziców, a jeżeli nawet jego łudzenia by okazały się prawdziwe i ona żyłaby nie zrobiła by czegoś takiego. Nie chciałaby zabić człowieka.
Ciemna postać odwróciła się w jego stronę, wtedy tego co zobaczył nigdy by się tego nie spodziewał. To była ona. Ale zupełnie inna. Zmierzyła go wzorkiem i odwróciła się strzelając do mężczyzny. Głośny wystrzał i ostatni krzyk faceta można było usłyszeć zapewne w promieniu 500m. Jego wzrok spoczął na krwi, która lała się robiąc wielką czerwoną plamę na chodniku. Dziewczyna zniknęła zanim się nawet zorientował. Podbiegł do poszkodowanego, chciał mu pomóc ale było już za późno...